WALKA POSTU Z WIELKANOCĄ

GDYBY ZAPYTAĆ STATYSTYCZNEGO KOWALSKIEGO JAK SIĘ MA, ODPOWIE: „STARA BIDA” ALBO „OBY NIE BYŁO GORZEJ”. DLACZEGO MY – POLACY, JESTEŚMY TAK PESYMISTYCZNIE NASTAWIENI DO ŻYCIA? DLACZEGO ZAMIAST ŚWIĘTOWAĆ SUKCESY, CELEBRUJEMY PORAŻKI? DLACZEGO Z TAK WIELKĄ POWAGĄ I SMUTKIEM PODCHODZIMY DO OTACZAJĄCEJ NAS RZECZYWISTOŚCI?

 

Na początku roku Instytut Statystyczny Kościoła Katolickiego w Polsce opublikował wyniki badania dotyczącego religijnych praktyk w naszej Ojczyźnie. Po raz kolejny okazało się, że region, w którym żyjemy należy do tych, w których odsetek osób uczęszczających na msze święte jest najwyższy. W diecezji rzeszowskiej na niedzielne Eucharystie przychodzi 64,4 proc. katolików, a komunię przyjmuje 18,1 proc. Jest to drugi, po diecezji tarnowskiej, wynik w kraju. Na miejscu trzecim jest diecezja przemyska.
Nawet bez tych wyników można powiedzieć, że wiara chrześcijańska oraz wartości z niej wynikające są bardzo ważne dla ludzi żyjących w naszym regionie. Podobne wnioski można rozciągnąć na całą Polskę i choć może praktykowanie wiary nie jest tak powszechne jak w diecezji tarnowskiej i na Podkarpaciu, to jednak katolicyzm ma ogromny wpływ na to co myślimy i jak żyjemy.

SMUTASY I PESYMIŚCI

My, Polacy, mówimy sami o sobie, że jesteśmy smutasami i pesymistami. Spotkania towarzyskie sprowadzają się często do narzekania. Zapytani o to, co u nas słychać odpowiadamy „Stara bida” albo „Oby nie było gorzej”. Rozmowy starszych osób wyglądają nierzadko jak konkurs na to, kto ma więcej chorób i kto się gorzej czuje. Nie jest to oczywiście doświadczenie wszystkich, ale dość często można odnieść wrażenie, że jest w naszej polskiej mentalności coś, co zbyt mocno „każe” nam akcentować braki i niedoskonałości przy równoczesnym zapominaniu o zasobach i sukcesach.

SKĄD SIĘ TO BIERZE?

Przyczyn takiego stanu rzeczy jest pewnie wiele i trudno byłoby choćby dotknąć ich wszystkich w tym tekście, bo rzeczywistość jest bardzo złożona. Bez wątpienia są ludzie, którzy mają prawdziwe powody ku temu, aby narzekać i dzielić się z innymi swoim nieszczęściem. Tylko, czy ci właśnie ludzie to robią? Zostawmy ten problem na boku. Spróbujmy natomiast dostrzec jeden z czynników, który – jak się wydaje – ma ogromny wpływ na to, że tak bardzo lubimy koncentrować się na chorobach, cierpieniu i narzekaniu na to, czego nie mamy. Jaki to czynnik? To nasza pasyjna religijność. Mentalność pasyjna.
Religia katolicka, a katolicyzm w Polsce bardzo w tym przoduje, kładzie ogromy akcent na przeżywanie Wielkiego Postu. Ten czas w kościele trwa 40 dni (nie licząc niedziel) i jest wypełniony licznymi nabożeństwami, w czasie których rozpamiętuje się mękę Chrystusa i współcierpienie Jego Matki. Mamy więc drogi krzyżowe, gorzkie żale czy choćby godzinki o Męce Pańskiej. Do tego dochodzą inscenizacje pasyjne zwane misteriami Męki Pańskiej oraz wiele innych elementów dewocyjnych. Czas Wielkiego Postu zdaje się być wypełniony po brzegi. Są kościoły, w których codziennie lub prawie codziennie można uczestniczyć w jakimś pasyjnym nabożeństwie.

GORZEJ Z WIELKANOCĄ

A jak u Polskich katolików wygląda świętowanie Wielkiej Nocy? Choć trwa ono dłużej, bo 50 dni, to jednak trudno znaleźć w czasie jego trwania specjalne nabożeństwa, w czasie których świętuje się zwycięstwo nad cierpieniem i śmiercią. W niektórych parafiach odprawia się tzw. drogę światła – nabożeństwo na wzór drogi krzyżowej, poświęcone Zmartwychwstaniu – ale są to rzadkie przypadki i zapewne większość Czytelników nawet nie słyszało o takim nabożeństwie, nie mówiąc już o uczestnictwie w nim. Inne nabożeństwa tego typu? Nie zanotowano. Radość wielkanocna? Słychać ją zwłaszcza w czasie procesji rezurekcyjnej, gdy pieśń „Wesoły nam dziś dzień nastał” jest śpiewana w takim tempie, że gdyby nie oczekiwanie na pachnącą swojską kiełbasę na stole, można by popaść w depresję.

POWAGA I JESZCZE RAZ POWAGA

Ktoś powie: „No dobrze, ale przecież Wielki Post trwa tylko 40 dni. Czy to aż tak mocno kształtuje nasze życie?”. Zgadza się. Czterdzieści dni to nieco ponad miesiąc, ale problem nie dotyczy tylko tego czasu. Spójrzmy jeszcze na to, jak katolicy zachowują się w kościele. Nie widać tam roześmianych twarzy osób, które przyszły się spotkać z Bogiem i tymi, których nazywają „braćmi i siostrami”. Brakuje radosnych pieśni, żart na ambonie należy do rzadkości. To widać nawet po strojach, w których dominują czernie, brązy i beże, bo człowiek udający się na nabożeństwo musi wyglądać poważnie… A głośna niedawno sprawa karmienia piersią dzieci przez matki w kościele? Wielu katolików uznaje to za nieprzystające do powagi miejsca… To dobrze, że religijność w naszym regionie ma się dobrze. To dobrze, że tylu ludzi uczęszcza na niedzielne msze i angażuje się w życie parafii. Możemy być z tego dumni. Pamiętajmy jednak o tym, że religijność kształtuje nasze życie. Wartości wynikające z czystego, czyli pozbawionego nieewangelicznych treści, chrześcijaństwa są dobre, piękne i bardzo ludzkie. Wystarczy tylko poprzestawiać akcenty, a nasze pesymistyczne nastawienie do rzeczywistości może się zmienić. Ze smutasów celebrujących porażki i prześcigających się w ilości chorób, które nam doskwierają, staniemy się ludźmi uśmiechniętymi, życzliwymi i pełnymi zapału. Takimi, którzy będą celebrować radość życia i świętować sukcesy, zarówno własne, jak i innych.

WIKTOR TOKARSKI

 

Powrót na górę