Fot. Jaromir Probola Fot. Jaromir Probola

Rzeszowskie osiedla - Nowe Miasto i Drabinianka

W dalszym ciągu jesteśmy na prawym brzegu Wisłoka, po wschodniej stronie miasta. Tym razem tematem będzie kilkukilometrowy pas ciągnący się wzdłuż głównej rzeszowskiej rzeki, zaczynając od wlotu z ul. Lwowskiej na Rejtana i kończąc na zalewie i jeziorze „Żwirowna” przy ul. Kwiatkowskiego. To osiedla Nowe Miasto i Drabinianka.

 

Miasto zupełnie nowe

Początki osiedla Nowe Miasto sięgają II połowy lat 50. kiedy to wdrożono w życie projekt nowatorskiego osiedla dla mieszkańców miasta podnoszącego się, jak wiele innych w ówczesnej Polsce, z zawieruchy wojennej. Nowe osiedle miało być swoistą „sypialnią” dla strudzonego społeczeństwa Rzeszowa, które w dzień wylewało poty w urzędach, fabrykach i zakładach pracy. Rychło prawobrzeżny Rzeszów stał się alternatywą dla lewobrzeżnego. Rzeka oddzielała Rzeszów stary z jego starówką od Rzeszowa nowego ze świeżo wzniesionymi blokami i wieżowcami z tzw. wielkiej płyty. Prawdziwy boom budowlany Nowe Miasto przeżywało w latach 70. i 80., bowiem wtedy wytyczono ulice i pobudowano najbardziej znane obiekty. Okres PRL-u wniósł w te ziemie prawdziwy postęp urbanistyczny, ale też i w wolnej Polsce osiedle to kwitło. Powstało tu wiele firm, banków, uczelnie, duże sklepy (pierwsze w mieście hipermarkety), a także galerie, gdzie monumentalnością, a także młodym rodowodem wiedzie prym Millenium Hall. W pewnym momencie al. Rejtana stała się najgłówniejszą arterią Rzeszowa, najbardziej reprezentatywną i najczęściej odwiedzaną. Ale co było kiedyś? Z racji położenia, przecięcia rzeką od centrum, były tu pola uprawne rozciągające się aż po Zalesie i Słocinę. Dziś jak przebędziemy ul. Podpromie, gdzie miniemy pas ładnych domków jednorodzinnych, mniej więcej w okolicach ul. Kopisto natkniemy się na starą, drewnianą zabudowę, której jeszcze nie tak dawno było o wiele więcej.

 

Nowe Miasto miało być swoistą „sypialnią” dla strudzonego społeczeństwa Rzeszowa, które w dzień wylewało poty w urzędach, fabrykach i zakładach pracy.

 

Z drabiną w herbie

Wielu mieszkańców Rzeszowa zastanawia się, dlaczego pewna część miasta nosi nazwę od tak prozaicznego przyrządu, jakim jest drabina. Faktem jest jednak to, że Drabininka jako jedna z nielicznych miejscowości koło Rzeszowa swój własny herb posiadała od dawna, a Rada Osiedla z dumą nim się posługuje przy okazji okolicznościowych imprez. Pierwsze wzmianki o Drabiniance pochodzą 1423 r. Najprawdopodobniej miejscowość tę można datować na XIV w., a terytoria w jej okolicy należały do Kazimierza Wielkiego. W późniejszym okresie miejsce to przechodziło z rąk do rąk, a władały nim rody Pileckich, Ligęzów, Lubomirskich, Skrzyńskich i Jędrzejowiczów. Drabinianka ma zatem bogatą i zarazem piękną historię. Przez jakiś czas pewna jej część należała nawet do Władysława Jagiełły, a przez jej środek przebiegał ważny szlak komunikacyjny łączący ziemie na południu z Rzeszowem. W dziejach tego osiedla przewijali się też Tatarzy, którzy co rusz w nowożytności zagrażając Rzeszowowi, atakowali szlacheckie miasto od tamtej strony. Dzisiaj osiedle z drabiną w herbie to spokojne miejsce z nowym budownictwem. Jedynie w sezonie letnim nawiedzają ją tłumy ludzi z miasta i okolic, którzy chlapią się na „Żwirowni”, miło przygotowanej plaży z palmami i miejscami na wypoczynek. Przez Nowe Miasto, a zwłaszcza Drabiniankę, przejechać można rowerem, bo wiedzie tamtędy ścieżka rowerowa. Tam też można cieszyć oko florą i fauną zalewu na Wisłoku, szczególnie, jeśli jest się uzbrojonym w aparat fotograficzny.

Jakub Pawłowski

 

Powrót na górę