Fot. Skany z pisma diecezji Rzeszowskiej pt. „Zwiastowanie" Fot. Skany z pisma diecezji Rzeszowskiej pt. „Zwiastowanie"

Człowiek, który został świętym

Dla miliardów katolików z całego świata 27 dzień kwietnia tego roku może okazać się jednym z najważniejszych w ich życiu duchowym. Oto tego dnia uznani za świętych zostaną dwaj papieże – pochodzący z Włoch Jan XXIII, zapamiętany jako „Jan Uśmiechnięty” lub „Jan Pokorny” i nasz rodak, Jan Paweł II.

 

ksiadzKs. Tomasz Nowak – rzecznik prasowy diecezji rzeszowskiej

Dla mnie papież Jan Paweł II był „od zawsze”. Karol Wojtyła został papieżem kiedy byłem małym chłopcem, więc naturalną koleją rzeczy wydawało mi się, że papież z Polski był zawsze w Rzymie. Kiedy w 1991 r. przyjechał do Rzeszowa, szedłem z Baranówki na błonia pod katedrę z ogromnymi oczekiwaniami, że doświadczę jakiejś bliskości z papieżem, mimo kilkusettysięcznego tłumu wiernych. Fizjologia jednak wzięła górę i walcząc ze snem, mało pamiętam ze słów papieskich. Tak naprawdę zacząłem poznawać papieża dopiero w seminarium duchownym. Lektura encyklik, listów, książek pozwalała mi dokładniej zapoznać się z papieżem z Polski. Coraz bardziej też uświadamiałem sobie, że Jan Paweł II nie był „od zawsze”. Podziwiałem najpierw Jego wiarę i dziecięcą ufność, byłem też pod wrażeniem Jego humanizmu. Jan Paweł II był bardzo ludzkim papieżem, często schodzącym z piedestału. Podziwiałem jego otwartość na innych. Widać to było podczas Jego pielgrzymek, zwłaszcza kiedy spotykał się z kulturami i wyznawcami innych religii. Zapamiętałem taką historię z Kolumbii, gdzie jeden z tamtejszych księży przerwał powitanie przedstawiciela Indian, który żalił się, że w ciągu wieków duchowni byli także dla Indian oprawcami. Papież natychmiast upomniał duchownego, a po homilii poprosił Indianina, aby raz jeszcze przemówił w imieniu rodaków. Jestem pewien, że papież potrafił znakomicie wczuwać się w sytuację spotkanych ludzi. Z tej empatii rodziło się wiele inicjatyw i wystąpień. Do końca pozostał człowiekiem. Od razu przychodzą na myśl tytuły filmu („Karol – człowiek, który został papieżem” oraz „Karol – papież, który został człowiekiem” – przyp. red.), gdzie motyw Jego humanizmu jest chyba najbardziej widoczny. Cenię Ojca Świętego także za poezję. Wiersze wydają mi się bardzo bliskie religii, bo często próbują opisać to, czego nie widać. Przemawiają do mnie jego poszukiwania prawdy, sensu i źródła. Kanonizacja niewiele zmieni w moim podejściu do Jana Pawła II. Będzie tylko uroczystym potwierdzeniem przez Kościół wcześniejszej intuicji.

 

h wronaHirek Wrona – dziennikarz radiowy i telewizyjny, niezależny publicysta i producent

Pierwsze zetknięcie z papieżem Janem Pawłem II miałem w Warszawie pod kościołem św. Anny, gdzie odprawiał mszę świętą podczas pierwszej pielgrzymki. Udałem się tam wraz z moim przyjacielem ze szkoły średniej w Mielcu. Nie muszę wspominać, że było to dla mnie wielkie wydarzenie, a także podekscytowanie, że mogę tam w ogóle być. W Polsce panowała wtedy atmosfera swoistej dumy, że oto Polak, Karol Wojtyła, objął sakrę biskupią w Rzymie i stał się głową Kościoła. Wiele lat później miałem okazję spotkać się z Janem Pawłem II w Rzymie. Miało to miejsce w 2004 r., rok przed Jego śmiercią. Dla mnie ten czas nie był wcale lekki. Miałem poważny wypadek samochodowy, poza tym mój ojciec bardzo ciężko chorował, tak więc sama wizyta w Watykanie, u Ojca Świętego, była osobiście dla mnie bardzo dużym, emocjonalnym wręcz przeżyciem. Moją pasją jest muzyka, a do hip-hopu mam szczególny stosunek. Wtedy w 2004 r. podjąłem współpracę z Centrum Twórczości Narodowej i wraz z panem prof. Krzysztofem Zanussim zorganizowaliśmy niecodzienny wyjazd młodych ludzi, którzy chcieli zaprezentować swoje umiejętności przed Ojcem Świętym. Ci młodzi, znakomici i bardzo zdolni ludzie, to b-boye, którzy w ekwilibrystyczny, skomplikowany sposób, niczym akrobaci, tańczą przy mocnych bitach hip-hopowych. Udało się, spotkaliśmy się z papieżem w Sali Klementyńskiej, gdzie przyjął nas ciepło i serdecznie, siedząc na specjalnym fotelu na kółkach, gdyż już wtedy był poważnie schorowany. W tej cudownej, zabytkowej auli rozległy się głośne bity hip-hopu, a chłopaki dając z siebie wszystko, pięknie zatańczyli. Papież wyraźnie zadowolony, uśmiechał się, pobłogosławił ich. To był też przełom uzmysławiający mi, kim tak naprawdę był Jan Paweł II. Nie mnie jednak oceniać, czy zasługuje na to, by być świętym. Wolałbym tę kwestię zostawić tym, którzy się lepiej na tym znają. Dla mnie był po prostu wielki. Mimo przeciwności losu, chorób, bardzo poważnego urzędu, jaki przyszło mu sprawować, a także stylu pracy, bo w prawie nieustającej pielgrzymce. Zapamiętam go jako… Człowieka.

Zebrał Jakub Pawłowski

 

Powrót na górę