Fot. Krzysztof Kuraś Fot. Krzysztof Kuraś

Katarzyna Lengren - Scenopisarka, kawalarz i rozsądna feministka

19 października w Rzeszowie na otwarciu Księgarni Artystycznej BOSZ pojawiła się Katarzyna Lengren, scenografka, malarka, pisarka i poetka, córka Zbigniewa Lengrena, znanego rysownika i karykaturzysty. Pani Katarzyna przybyła do naszego miasta by uczestniczyć w spotkaniach autorskich z Jerzym Bralczykiem, Adamem Bujakiem, Krzysztofem Łoszewskim i Franciszkiem Ziejką.

 

Jak się Pani podoba w Rzeszowie?

Podoba mi się. Byłam tutaj już kilka razy i za każdym razem jestem zachwycona miastem. Tu się odpoczywa, nawet na ruchliwej drodze ma się wrażenie świeżego powietrza. Wie pan, kiedy chciało się coś zobaczyć, być z kimś, należało jechać do stolicy. Teraz nie ma czegoś takiego jak prowincja. Wszystko się zatarło. Teraz jadąc do mniejszego miasta, takiego jak Rzeszów, nie da się wyczuć różnic.

 

Jest Pani scenografką, jak trzeba to i poetką, malarką, pisarką… Czy Pani także lansuje pogląd, że doba powinna mieć 48 godzin?

Ależ skąd! Przecież trzeba kiedyś odpocząć. Mówiąc szczerze, to widzę to inaczej. Wolałabym cofnąć czas niż go przedłużać. Chciałabym mieć tak mniej więcej 40 lat, bo w tamtym czasie byłam bardzo aktywna, robiłam bardzo dużo rzeczy i byłam z tego bardzo zadowolona. Teraz cierpię na dolegliwości w postaci zmęczenia, a więc doba 48 h to nie dla mnie. Jestem przede wszystkim scenografką i temu zajęciu poświęcam najwięcej uwagi. Rzadko bywam poetką, bardziej nazwałabym się pisarka, bo żeby stworzyć tekst nadający się na scenariusz do sztuki, trzeba mieć też wiedzę, jak stworzyć taki tekst. Ja specjalizuję się w dialogach.

 

Takich jak np. słynna scena przy stole w genialnym filmie „Sierpień w hrabstwie Osage”?

Tak, mniej więcej tak to u mnie wygląda.

 

Kiedy wreszcie napisze Pani coś swojego? Już nawet w rzeszowskim salonie BOSZa, kiedy przeglądałem książkę Pani ojca, w której przeczytać można wstęp Pani autorstwa, ludzie wspominali, że czekają na Pani książkę.

Wiem, ale to nie takie proste. Mówiąc szczerze, to piszę trzy książki na raz. Jedna z nich będzie o rodzinie i składać się będzie z dużej ilości dialogów.

 

Jest Pani znana jako osoba obdarzona dużym poczuciem humoru. Od razu w tej materii przychodzi mi na myśl Pani ojciec, który również jako karykaturzysta, autor niezapomnianego Filutka, bawił polskich czytelników.

Poczucie humoru mam po ojcu, zresztą mój brat również takie posiadał. Wie pan, nawet opowiadając kawał, należy zrobić wokół niego odpowiedni teatr, dobry wstęp, rozwinięcie i puentę. Nawet przy dowcipie trzeba być zdyscyplinowanym, bo to pozwala stworzyć odpowiednio dobry gag. Taki był też mój ojciec, który inspirował się rozmowami z nami, kiedy byliśmy dziećmi. Wiele rycin stworzonych przez mojego ojca to jestem ja i mój brat. Filutek, to jego toruński profesor.

 

Jest też pani znana jako feministka.

To prawda, ale ruch feministyczny dzisiaj, to feminizm z lat 90. XX w., zupełnie odległy i nie wychodzący naprzeciw czasom, które aktualnie się dzieją. Dziś klasyczny obraz feministki to kobieta niedbająca o siebie, w zasadzie to udająca mężczyznę. Feminizm rozumiany jest dziś na opak. Dziś feministki palą staniki. Dla mnie feminizm to walka o równouprawnienie, to ruchy kobiet z przełomu XIX-XX w. To, że kobieta dziś zostanie pilotką samolotu pasażerskiego nic już nie wnosi. Uważam, że nie zostaje to wykorzystanie tak, jak być powinno.

 

Dziękuję za rozmowę i już teraz zapraszam do Rzeszowa jeszcze raz.

Do Rzeszowa przyjadę na wakacje. Dziękuję za rozmowę.

 

Jakub Pawłowski

 

Powrót na górę