Fot. Damian Leszczyński Fot. Damian Leszczyński

Zasłużony dla Miasta Rzeszowa

W przeddzień historycznego dnia nadania lokacji miejskiej z 1354 r. przez króla Kazimierza III Wielkiego, rycerzowi i dyplomacie Janowi Pakosławicowi, 18 stycznia odbyła się uroczysta gala nadania godności „Zasłużonego dla Miasta Rzeszowa”.

 

W zacnym anturażu

Laureatów było dwóch, ks. dr Ireneusz Folcik i Zygmunt Solarski. Organizatorami imprezy byli Prezydent Tadeusz Ferenc oraz Rada Miejska Rzeszowa. Całość imprezy odbyła się z wielkim rozmachem, w bardzo stylowym anturażu, bo w Filharmonii Podkarpackiej. Na scenie oprócz Prezydenta Tadeusza Ferenca, przewodniczącego Rady Miejskiej Andrzeja Deca, pojawił się Mieczysław Janowski, w charakterze laudatora ks. Folcika (Andrzej Dec wystąpił jako laudator pana Solarskiego), ponadto bp. Kazimierz Górny oraz prezes rzeszowskiego oddziału PTTK Tomasz Rusznica. Program uroczystości przewidywał niespodzianki muzyczne. Galę otworzył recital Sebastiana Pecznika z Argentyny, muzyka i kompozytora polskiego pochodzenia, grającego na gitarze klasycznej. Całość gali zamknął niezwykle widowiskowy, klimatyczny i na najwyższym poziomie, krótki koncert Vitolda Reka wraz z zespołem „Opus absolutus” w składzie: Vitold Rek kontrabas, Michal Cohen wokal, Taras Bakowski instrumenty dęte, Paweł Kaczmarczyk fortepian i Dawid Fortuna perkusja. Warto dodać, iż skład zespołu powołany został do życia tylko na ten wieczór, a niektórzy jego członkowie pochodzili z zagranicy (Izrael, Ukraina). Vitold Rek w tym składzie reprezentował Niemcy, bowiem stamtąd przyjechał do Rzeszowa – swojego rodzinnego miasta, jak wielokrotnie wspominał konferansjer – a ponadto tam związany jest ze szkołami wyższymi muzycznymi we Frankfurcie nad Menem i Moguncją. W foyer rzeszowskiej Filharmonii prezentowane były prace prof. Wiesława Grzegorczyka i jego uczniów, które dodatkowo uatrakcyjniły wieczór.

 

Senior wędrowiec i grafiki

Kiedy pierwsze emocje opadły i goście zostali zaproszeni na bankiet, gdzie główną atrakcją był tort krojony przez samego prezydenta, był czas na pytania do lureatów i muzyków biorących udział w widowisku. Zygmunt „Pigmej” Solarski pytany o odczucia po wręczeniu godności z okazji urodzin miasta, nie krył emocji i satysfakcji z samego faktu przyznania mu wyróżnienia. To osoba niezwykle energiczna, bo przecież całe swoje życie poświecił pasji podróżowania, turystyce i rekreacji, organiowaniu wielu wycieczek, przede wszystki po górach (Bieszczady, Beskidy) i spływów kajakowych po rzekach niemalże całej południowej części Polski. Nawet kiedy został poproszony o głos refleksji po odsłuchaniu laudacji A. Deca, nie ukrywał, że w tej chwili chciałby być na jednym z takich spływów bądź zmierzać w kierunku któregoś ze szczytów górskich. To dowodzi, jakim fascynatą i entuzjastą wędrówek jest nazywany przez najbliższych i przyjaciół „Pigmejem”, pan Zygmunt Solarski. Zresztą wyjawił w krótkiej rozmowie skąd w ogóle pochodzi to nietuzinkowe przezwisko. Związane ono jest z jedną z wypraw kajakowych, kiedy to umówiona z nim grupa spóźniała się na spotkanie, a nasz rzeszowski zapaleniec podróży korzystając ze znakomitej pogody, zaczął się opalać. Inna sprawa to ta, że były to czasy wyświetlania m.in. w Rzeszowie filmowych kronik, których treść oparta była na wydarzeniach w kraju i na świecie. Akurat w jednej z takich kronik mówiono o ludności pigmejskiej i właśnie w tym momencie, kiedy pan Solarski opalił się na brąz, sam siebie określił mianem „Pigmeja”. I tak już zostało... Dobry humor dopisywał również panu prof. Wiesławowi Grzegorczykowi, który wystwiał grafiki i plakaty ze swojej uniwersyteckiej pracowni. Był bardzo zadowolony z rozmachu gali, dobrej organizacji oraz interesującego programu. Prace W. Grzegorczyka wielokrotnie odnosiły się do najważniejszych wydarzeń z dziejów miasta, jego symboli i znanych osobistości. Z tego też tytułu nie mogło zabraknąć takiej właśnie oprawy artystycznej opisywanego tu wydarzenia.

 

Chłopak ze Staromieścia

Udało nam się przez chwilę porozmawiać z liderem zespołu „Opus absolutus”, Vitoldem Rekiem. Popularność, jaką cieszy się artysta w naszym mieście, było widać już na pierwszy rzut oka. Relacje z mieszkańcami Rzeszowa miały charakter koleżeński, przyjacielski, wręcz sąsiedzki. V. Rek urodził się na Staromieściu i wielokrotnie podreślał swoje pochodzenie. Szczególnie na scenie, kiedy jeden z jego utworów pt. „Loboga chłopoki”, jest aranżacją starej podrzeszowskiej, ludowej przyśpiewki. To świadczy o przywiązaniu artysty do korzeni. Sam podkreśla, że jego twórczość to połączenie jazzu, muzyki klasycznej, etnicznej i ludowej, ze szczególnym uwzględnieniem repretuaru wsi dzisiejszego Podkarpacia. Nie dało się ukryć, że tym utworem V. Rek „kupił” sobie publiczność, która zareagowała entuzjastycznie na jego dźwięk. Pytany o miejsca w Rzeszowie, które mógłby wymienić jako pierwsze, odpowiada, że byłyby to oczywiście Rynek, oprócz tego Szynk i dzwonnica przy Farze. Humor dopisywał artyście przy okazji pytań o sam koncert. Uznał, że był wyjątkowo udany, tym bardziej, że skład zespołu powołany był tylko na ten wieczór, a sami muzycy okazali się być wyjątkowo zgranym bandem. Dużo w tym racji, bowiem słuchając ich wszystkich dało się zauważyć swoistą magię jaka ich łączyła, moc muzyczna, niemalże kipiała na senie rzeszowskiej filharmonii. Ciekawostką jest to, że jak zdradził frontmen, grał na wypożyczonym instrumencie, co z kolei pokazuje, jakim jest profesjonalistą. Pozostali muzycy z „Opus absolutus” również znakomicie odnajdywali się na scenie. Warto zauważyć, że są to artyści młodzi, z perwnością zaczynający dopiero swoją karierę muzyczną. To też potwierdza, że już lada moment będziemy mieli do czynienia z muzyką na najwyższym poziomie. Tak właśnie świętowano urodziny Rzeszowa.

 

Zebrał Jakub Pawłowski

 

 

 

Powrót na górę