Fot. Paweł Dubiel Fot. Paweł Dubiel

RZESZÓW NA WODZIE STAŁ

MIASTO PRZYPOMINAJĄCE HOLENDERSKI ROTTERDAM, DOSKONALE ZNANĄ WŁOSKĄ WENECJĘ, NIE BOJĄC SIĘ TEGO STWIERDZENIA, CZY TEŻ DOBRZE ZNANY WROCŁAW Z JEGO LICZNYMI KANAŁAMI I ODNOGAMI ODRY? ALEŻ TAK, RZESZÓW NIEGDYŚ RZECZYWIŚCIE STAŁ NA WODZIE.

 

W 1762 roku niemiecki architekt Karol Henryk Wiedemann, działając na usługach ówczesnego właściciela Rzeszowa Jerzego Ignacego Lubomirskiego, stworzył plan miasta. Tam, uchwyciwszy obecne centrum, a więc Starówkę, pokazał jak bardzo gród nad Wisłokiem różnił się od współczesnego nam miasta. Jak bardzo był inny? Bardzo! Nie chodzi tu oczywiście o układ przestrzenny tzn. ulice, trakty i in., bo to rzecz zrozumiała. Nie idzie o zabudowę, bo niektóre z budynków przetrwały do dziś. Rzeszów był jednym wielkim oczkiem wodnym i to w dosłownym tego słowa znaczeniu. Wiele z dzisiejszych ulic, które są najważniejszymi arteriami miejskimi nie tyle nie istniały, co nie było podstaw ku temu, by w ogóle miały rację bytu. Przykładowo, dzisiejsze ulice Cieplińskiego i Lisa-Kuli były jednym wielkim podłużnym jeziorem.

Z kolei pod murami klasztoru oo. Bernardynów istniał staw (zwany „Bernarydyńskim”), po którym jeszcze na początku XX w. w niedzielne popołudnia rzeszowianie pływali gondolami. Sam Wisłok, „kręgosłup” doliny, w której znajduje się miasto, płynął zupełnie inaczej. Tzw. Stare Wisłoczysko sięgało aż po ulice Grodzisko, Króla Kazimierza i Mickiewicza, gdzie do dzisiaj (w okolicy „Elektromontazu” i siedziby IPN) widać sporą różnicę wysokości, którą kojarzy się z dawnymi brzegami rzecznymi. Wisłok był kiedyś rzeką nieuregulowaną, na wpół dziką, a ujarzmioną na dobre dopiero w XX w.

 Dawny Rzeszów to nie tylko liczne stawy, jeziora, ale też kanały, potoki i całe rzeki. Dziś tego nie jesteśmy w stanie zobaczyć, bowiem rozrastające się miasto połykało tę hydrografię, która zgodnie z prawem grawitacji, wpływała do Wisłoka. Te cieki wodne dziś są przykryte ulicami i stały się podziemnymi rzekami, przejmując rolę kanałów burzowych chroniących miasto przed zalaniem. A jeszcze sto lat temu w Rzeszowie i jego najbliższej okolicy widać było Mikośkę, która toczyła swe wody przez ul. Grunwaldzką. W zlewni rzeczki Przyrwa, ważnej pod względem strategicznym i historycznym, powstał pierwszy Rzeszów. Od strony wschodniej kiedyś na powierzchni, dziś pod nią, płynie potok Młynówka i Czekaj, a na Staromieściu, o charakterystycznej nazwie, rzeczka Krzypopa. Ten stan rzeczy, tj. określanie Rzeszowa mianem „Wenecji”, dziś staje się jeszcze bardziej widoczny. Powodem tego jest powiększanie terytorialne miasta. Do zlewni Wisłoka, a jednocześnie w granicach Rzeszowa, zaliczyć musimy potok Hermanówka w dzielnicy Budziwój, Paryję w Zwięczycy, a także rzekę Strug, której fragment widoczny jest w okolicy Żwirowni oraz Zalewu, będącymi współczesną już ingerencją człowieka w hydrologiczny układ przestrzenny miasta.

Wszystko to dzięki temu, że miasto Rzeszów leży w specyficznym terenie geologicznym. Tu niegdyś rozciągały się moczary i bagna, tereny podmokłe, będące rozlewiskami rzek i potoków wymienionych wyżej. Już od wczesnego średniowiecza, a w czasach Kazimierzowskich szczególnie, warunki te wykorzystano do celów strategicznych. Rzeszów bowiem ze wszystkich stron otoczony był wodą, która chroniła go niczym solidne mury warowni.  À propos warowni: w 1671 roku niejaki Ulryk von Werdum odwiedzający Rzeszów pisał: „Ciężko zbudowany zamek wznosi się na południe od miasta nad jeziorem...”.

Jakub Pawłowski

„Rzeszów był jednym wielkim oczkiem wodnym i to w dosłownym tego słowa znaczeniu”

Powrót na górę