Rzeszowski zalew - Morze Rzeszowskie

W RZESZOWIE OD 1974 R. ISTNIEJE ZALEW, A WIĘC SPIĘTRZONY WISŁOK NA LINII ZWIĘCZYCA – RZESZÓW W REJONIE ZAKŁADÓW WSK. NA PRZEŁOMIE LAT 60. I 70. XX W. W CENTRALNYCH KOMITETACH PODJĘTO DECYZJĘ, ŻE RZESZÓW MUSI MIEĆ ZAPORĘ WODNĄ, A AKWEN KTÓRY TAM POWSTANIE BĘDZIE GRAŁ ROLĘ ZBIORNIKA RETENCYJNEGO. PÓŹNIEJ OKAZAŁO SIĘ, ŻE CHARAKTER TEGO MIEJSCA MIAŁ MIEĆ JESZCZE INNE ZNACZENIE.

 

Rzeszowska zapora z przeprawą mostową, zwana dziś Mostem Karpackim, łączy lewy brzeg Wisłoka z prawym na osi przebiegającej przez Aleję Powstańców Warszawy. Tam, patrząc na południe, rozciąga się widok na spore rozlewisko, gdzie w pogodny dzień, szczególnie u jego schyłku, cieszyć można oko feerią pięknych barw pomarańczy, czerwieni i brązu zachodzącego słońca, snującego się po tafli. To zalew rzeszowski, jedna z atrakcji miasta, punkt zborny miłośników spacerów, biegaczy, jazdy na rowerze i rolkach. Jest to też miejsce dla tych, którzy potrzebują po ciężkim dniu pracy chwili na wyciszenie, na obcowanie z przyrodą i cieszącymi oko widokami pobliskich wzgórz Matysówki, Malawy, a dalej Budziwoja i Siedlisk.

zalew1

ZALEW SPRZED LAT

W latach 70. w tzw. epoce gierkowskiej, kraj nasz przeżywał prawdziwy boom sportowy. Nasze reprezentacje w wielu dziedzinach odnosiły sukcesy na arenach międzynarodowych, a rejon dzisiejszego Podkarpacia w tamtym czasie mógł poszczycić się wieloma nazwiskami, które rozpoznawalne były na całym globie. To nie żart, bowiem z wielu klubów sportowych miast wojewódzkich wywodziły się całe drużyny olimpijczyków, mistrzów świata, o Europie nie wspominając. W PRL-u ery Gierka zapanował szał na sport i rekreacyjny sposób na życie. Powstawały boiska, stadiony, bieżnie biegackie oraz miejsca kąpielowe, które w niektórych miejscach osiągały wcale małe rozmiary, a w ślad za tym i sławę. I w Rzeszowie padła myśl, aby wykorzystać świeżo oddany do użytku zbiornik retencyjny. Potencjał był spory, bowiem Rzeszów miał do dyspozycji lustro wody na około 70 ha, długości 4 km i szerokości od 40 do 200 m. Zbiornik ten, o takich gabarytach, stać się miał miejscem regat żaglowych, miłośników kajaków, łódek, rowerków wodnych i innych atrakcji turystyki i sportu wodnego.

zalew3

Wliczyć w to należałoby też wędkarzy, pływaków oraz maniaków opalania. Zalew rzeszowski miał mieć też rozbudowaną infrastrukturę, a więc domki wypoczynkowe, miejsca campingowe, boiska, punkty gastronomiczne, a nawet hotel i przystanie dla łódek i żaglówek. Przez całe lata 70. projektowano rozbudowanie rzeszowskiego przedsięwzięcia i kiedy miano się za to zabrać, plany pokrzyżowały ówczesne  problemy finansowe kraju, które wpływały też na lokalną sferę działań. Do tego, jak pokazuje historia najnowsza, problemy społeczne, strajki w największych zakładach pracy oraz na zakończenie wprowadzenie stanu wojennego. Gdyby nie to wszystko, Rzeszów posiadałby świetne zaplecze rekreacyjne z miejscem mającym potencjał. Niestety, w ciągu lat 80. i 90. zalew został zaniedbany, wielkie kiedyś oko wodne skurczyło się, zarosło dziką roślinnością, woda się zamuliła, przez to zbiornik stał się płytki i praktycznie nienadający się do żeglugi na wysokim poziomie. „Morze Rzeszowskie” stało się sadzawką, ku rozpaczy mieszkańców miasta.

zalew4

ZALEW DZISIAJ

Obecnie miejsce to stale odwiedzane jest przez rzeszowian. Paradoksalnie, zdziczenie tego terenu zadziałało in plus, bowiem wraz z dziką roślinnością zalęgły się okazy ornitologiczne, tworząc swoisty rezerwat. Dziś też coraz częściej mnożą się mniejsze i większe inwestycje nad brzegami zalewu. Są kawiarnie, puby, są małe przystanie, gdzie można wypożyczyć łódki, kajaki i rowerki wodne. Kursuje nawet mały tramwaj, którym można odbyć krótką przygodę wodną. Działa prężnie pobliska „żwirownia”, która w sezonie jest prawdziwie oblegana. Istnieje rezerwat „Lisia Góra”, do którego można wybrać się na miłą przechadzkę. Są trasy rowerowe po obydwu brzegach zbiornika, a ta od strony wspomnianej „żwirowni” oficjalnie figuruje jako część ogólnopolskiej trasy Green Velo. „Jeszcze zalew rzeszowski nie zginął!” - można by wyśpiewać. I oby tak było. Oby włodarze miejscy o nim nie zapomnieli, bo rzeszowianie nie zrobią tego na pewno.

JAKUB PAWŁOWSKI

 

Powrót na górę