Pomnik Czynu Rewolucyjnego.  Fot. Paweł Dubiel Pomnik Czynu Rewolucyjnego. Fot. Paweł Dubiel

Z cyklu „Rzeszowskie pomniki” – cz. I

Każde miasto ma swoją wizytówkę. Jedne są bardziej znane, inne mniej. Rzeszów ma swój znak rozpoznawalny.

Nie jest to bynajmniej moc zieleni okalająca miasto, szereg innowacji urbanistycznych, czystość i schludność na ulicach oraz cała masa realizowanych projektów pod unijnym szyldem. Rzeszów ma pomnik, i to nie byle jaki! Pomnik Czynu Rewolucyjnego lub jak kto woli, Pomnik Walk Rewolucyjnych.

Może na początku oddajmy głos historii... Rzeszowski pomnik ma już 46 lat, od kiedy figurował tylko na planach. Dokładnie liczy sobie 39 lat, odkąd zaczął cieszyć oko rzeszowian, bowiem uroczyście odsłonięto go w święto pierwszomajowe roku 1974. Pomysłodawcą głównej ozdoby grodu nad Wisłokiem był ówczesny I sekretarz KC PZPR w Rzeszowie Władysław Kruczek, a projektantem człowiek od warszawskiej Nike, rektor krakowskiej ASP, Marian Konieczny.

Mieszkańcy Rzeszowa po wielu latach oczekiwań na pomnik, który miał upamiętniać wielkie wydarzenia systemu, a samo miasto opisywać jako enklawę pielęgnacji tradycji klasy chłopskiej i robotniczej, wreszcie ujrzeli cud... nad Wisłokiem. Najpewniej wpadli w konsternację, która z początku na pewno była tłumiona na potrzeby chwili, w późniejszym zaś czasie wybuchała coraz to nowymi powiedzonkami na temat nowego „bibelotu” miejskiego. Z założenia projekt Koniecznego, pod bacznym okiem oficjeli towarzysza Kruczka, miał przedstawiać liść lauru, który wszak jest symbolem zwycięstwa. Rychło jednak rzeszowianie dorobili swoją własną interpretację betonowego monstrum. Wspominano o wielkich oślich uszach, mówiono także, i jest to skojarzenie, które na dobre utrwaliło się w świadomości rzeszowian, że pomnik przedstawia żeńskie organy płciowe! To stąd w miejskim slangu Rzeszowa umawiamy się pod „Wielką”, „Wielką C...”, „Pod C...” etc.

Nie tylko w Rzeszowie pomnik jest doskonale znany, ale też w najbliższej i dalszej okolicy. Ileż to już wycieczek z obcych miast trzeba było odprowadzić pod nasz pomnik? Sporo. Wzbudza zaciekawienie, a jakże! Dodatkowo kilka lat temu stał się sławny, bo powstał o nim film. Chłopaki z WSiZ-u w ramach pracy zaliczeniowej stworzyli animację komputerową, gdzie nasza „Wielka C” ożywa i straszy miasto swymi gigantycznymi rozmiarami. Są też strony w internecie jej poświęcone, a nawet profil na Facebooku.

Mówią, że chcą ją przenieść, że zagospodarować na nowo, upiększyć, że zburzyć i wymazać z tradycji miejskiej... Rzecz jednak w tym, że tak po prawdzie nikt nie ma na nią pomysłu.

Jakub Pawłowski

Powrót na górę