Fot. Jakub Pawłowski Fot. Jakub Pawłowski

PRZEGLĄD MURALI RZESZOWSKICH

HEJ, RZESZOWIE! JESTEŚ MIASTEM WOJEWÓDZKIM, SIEDZIBĄ SEJMIKU WOJEWÓDZKIEGO, SIEDZIBĄ PREZYDENCKĄ, STAROSTWA, MASZ TEŻ DELEGATURĘ KONSERWATORA ZABYTKÓW. TUTAJ ZNAJDUJE SIĘ CENTRUM LOKALNEJ KULTURY, NAUKI I SZTUKI. JESTEŚ MIASTEM STUDENCKIM I OTWARTYM DLA KAŻDEGO. MASZ PRZEBOGATĄ HISTORIĘ, MIAŁEŚ I MASZ ŚWIETNYCH MIESZKAŃCÓW. DLACZEGO MASZ TAK MAŁO MURALI?

 

Pytanie wcale nie jest zaczepne, a powinno być traktowane jako wstęp do poważnej dyskusji, a właściwie geneza do wielu dyskusji i to na naprawdę szerokim polu. Jest ku temu wiele powodów, bo w mieście działa prężnie rada miasta, marszałkowie są dostępnie nie tylko w regionie, ale udzielają się też w sprawach dla Rzeszowa, podobnie jak i starości.Na uniwersytecie i politechnice, a także innych licznych uczelniach wyższych, prowadzi się co rusz projekty, które mają na celu zbadanie potrzeb mieszkańców miasta, a w ośrodkach kultury, tych większych i mniejszych, organizuje się dość często eventy skierowane do rzeszowian. Dlaczego zatem tak rzadko podejmuje się temat murali? Czy mural jest czymś obcym, niedorzecznym, a przez to złym?

SZLAKIEM RZESZOWSKICH MURALI

Czy wiecie, że w Rzeszowie też są murale? No tak, jednak są. Ostatnimi czasy nawet było o nich głośno, bo niemal w jednym miejscu powstało ich aż trzy. Idzie o dwa murale przy Estradzie Rzeszowskiej. Jeden przedstawiający chlubę Rzeszowa, genialnego muzyka znanego w całej Polsce, Tadeusza Nalepę. Drugi zaś tuż obok z wizerunkiem Edwarda Janusza, galicyjskiego dokumentalistę fotografa, któremu zawdzięczamy to, że w ogóle wiemy jak Rzeszów wyglądał w czasach naszych pra pradziadków. Znakomita inicjatywa! Trzeci mural, największy w mieście, to wizerunek na południowej ścianie budynku przychodni przy Jagiellońskiej i Hoffmanowej. Przedstawia dziewczynkę ze słuchawkami siedzącej przy stole. Jest jeden łącznik tych trzech murali: Arkadiusz Andrejkow, sanocki artysta plastyk, który ostatnimi czasy stał się prawdziwym specjalistą od „zamuralowiania” miast, miasteczek, a nawet wsi! W ścisłym centrum Rzeszowa z kolei mamy do dyspozycji kilka murali, w tym te najstarsze. Pierwszy przy Sokoła odnoszący się tematycznie do znanego rzeszowianina, Józefa Szajny. Kolejny tuż obok na dużej kamienicy, którego ściana doskonale widoczna jest z Placu Farnego. Mural ten przedstawia kopię XVIII-wiecznego planu autorstwa K.H. Wiedemanna i dzięki niemu studiujemy wizerunek Rzeszowa sprzed kilkuset lat. Aby obejrzeć kolejny mural musimy przedostać się na drugą stronę starówki, jednakże dobrze przejść ul. Sobieskiego, bo tuż za kamienicami stojącymi wzdłuż Grunwaldzkiej, na tyle innej kamienicy z lat 30. XX w. istnieje mural przedstawiający PZL. 37 Łoś. To polski bombowiec, który powstawał w fabrykach Centralnego Okręgu Przemysłowego, a te jak wiemy funkcjonowały również w Rzeszowie. Mural stworzony został z okazji ubiegłorocznych ogólnopolskich obchodów 80-lecia powstania COP-u. Z kolei na Targowej na jednej z pożydowskich kamienic widać kolorowy saksofon, który jest tematem muralu stworzonego w 2017 r. z okazji Rzeszów Jazz Festiwal. To najmłodszy z murali w mieście. Następny mural to wizerunek Fryderyka Szopena, nomen omen na jednej ze ścian Hotelu Fryderyk przy Szopena. Na bulwarach nad Wisłokiem też się wiele lat podziało w dziedzinie murali. Tuż pod Halą Podpromie widać wystające nad ziemią betonowe studzienki. Te zaś nabrały charakteru, właśnie za pomocą „charakterów”, a więc ludzkich twarzy w różnych grymasach i minach. Twórcą tych instalacji był wspomniany już Andrejkow. Inny mural wita i żegna wszystkich tych, którzy podróżują koleją. Na betonowym ogrodzeniu przy Konopnickiej od strony torów kolejowych wije się długi na prawie 20 metrów mural odnoszący się do postaci Łukasza Cieplińskiego, którego historia wpisała się wielkimi literami w dzieje Polski okresu wojennego i powojennego.

UNIWERSALNOŚĆ MURALU

Ten krótki spacer po Rzeszowie w temacie istniejących murali pokazuje nam wiele, m.in. to, że temat murali może być naprawdę wieloraki. Za pomocą murali można pokazać niemal wszystko. Mural, jak niewidzialna gąbka, chłonie każdy temat. Za pomocą tego typu przedstawień można pokazać historię miejsca, ludzi, a szczególnie tych, którzy związani są z miejscem gdzie mural zaistnieje. Przy pomocy muralu możemy opowiedzieć historię, chociaż jej mały wycinek, a jednak dający wyobrażenie o potencjale jaki drzemie w niej samej, jak i miejscu i ludziach, wokół których ta historia działa się. Mural może być przyczynkiem do zaakcentowania wydarzenia, do zainicjowania pewnej tradycji, motywów powtarzalnych, zjawisk, które będą łączyć ludzi wokół jednego celu i działania. To mural nadaje charakter miejsc. Pewne miasta i jego części znane są tylko dlatego, że istnieje tam mural. Ten mural staje się istnym miejscem pielgrzymowania, szybko też trafia na mapę lokalizacji, które trzeba zobaczyć, sfotografować i poznać. Przykład ściany Johna Lennona w Pradze, przykład galerii murali na fragmentach legendarnego muru berlińskiego wzdłuż Sprewy, a nawet charakterystyczny, przez niektórych określany przez pryzmat kontrowersji, łódzki mural, wręcz napis „Tęsknię za Tobą Żydzie!” w dawnej, prężnie funkcjonującej dzielnicy, gdzie zamieszkiwali ją ludzie wyznania mojżeszowego – jednego z trzech najważniejszych dla Łodzi. Na koniec ważny komunikat: mural to nie wandalizm, to sztuka, częstokroć bardzo wysokiej próby!

MURAL(E) DLA RZESZOWA

Każde miejsce ma swoją historię. Dłuższą, krótszą – to nie ma znaczenia. Podobnie jak i tradycję – znaną, mniej znaną. Jednak i historia i tradycja dla miejsc, a w ślad za nimi ludzi i wydarzeniami jest jedyna, niepowtarzalna, charakterystyczna. To powinien być punkt wyjścia dla powstania muralu, jako swoistego nośnika tych motywów. Rzeszów ma się czym poszczycić. Miasto o rodowodzie średniowiecznym, kiedyś miasto polsko-żydowskie, miasto COP-u, wreszcie miasto znanych ludzi kultury, sztuki, polityki i nauki. Wystarczy wymienić ludzi związanych z Rzeszowem, a którzy mogliby być inspiracją do przyszłych murali: Łukasiewicz, gen. Sikorski, Grotowski, Szajna, Kubasińska, German, Kozień, gen. Maczek, mjr. „Hubal” Dobrzański, Zinnemann, Sternheim, Harte, Kotula, Czarnota i wielu, wielu innych. Wymieniać nie sposób wszystkich, bo brak miejsca. To jednak dowód na to, że „materiał” jest, pod każdym względem rozumiany. Brakuje jak na razie chęci, choć wierzyć trzeba, że i tych już niebawem powinien być nadmiar.

JAKUB PAWŁOWSKI

 

 

Powrót na górę

GOŚĆ WYDANIA