Amazonia Amazonia

Podróże z Zupą - Amazonia

Chorowanie na podróżowanie. To nałóg. Mój nałóg. Nie walczę z nim. Wręcz przeciwnie. Starannie pielęgnuję wszystkie jego objawy. Lubię swój plecak i znoszone adidasy. Lubię czuć wolność, jaką daje poznawanie świata. Lubię tracić orientację czasu, nie słyszeć dzwoniącego telefonu i ,„odkrywać” wszystko to, czego do tej pory nie znałam. Dziś zabieram Was bardzo daleko, na parę chwil i obiecuje – będzie ciekawie.

Stop!

Zamknijcie oczy i wyobraźcie sobie niekończącą się zieloną przestrzeń. Zieleń w kolorze jasnym, ciemniejszym, zieleń we wszystkich odcieniach świata. Ogromne drzewa, wysokie, połączone w uścisku symbiozy z gigantycznymi lianami. Dzikie kwiaty. Czerwone. Żółte. Kopce termitów. Wszystko to „zalejcie” w myślach ogromną porcją wody z domieszką piranii, kajmanów i delfinów.

 

Dotarliście właśnie do Amazonii – królestwa natury

Wrota do tej części świata otwiera przed nami – Manaus, jedno z dwóch brazylijskich miast w dorzeczu Amazonki, z którego można przedostać się do serca prawdziwej dżungli. Manaus oprócz faktu, iż posiada ogromny port, jest miejscem niebezpiecznym dla turysty, który w tym rejonie świata staje się dosłownie chodzącym „portfelem”. Nie ważne czy jesteś: kobietą czy rosłym mężczyzną - w tym miejscu miej zawsze oczy dookoła głowy. Większość spotkanych w tym rejonie podróżników, w tym i ja, miała okazję poczuć na plecach lokalny nóż. W środku dnia, w centrum miasta. Byłam szybsza, ucierpiał tylko plecak, który po zszyciu zadanych „ran” dalej jest niezastąpiony. Podróż do serca Amazonii trwa etapami. Najpierw jeep. Lokalny statek. Jeszcze raz jeep i motorówka. Tu musicie pożegnać się z telefonem komórkowym, prądem, drogami, facebookiem, ulicznymi korkami i wszystkim tym, co niesie ze sobą współczesny świat.

 

Tu jest inaczej. Dziewiczo. Pięknie. Prosto. Cicho

Już na samym początku przeprawy zaskakuje jeden z cudów natury. Ujście ciemnych wód Rio Negro do jasno zabarwionej Amazonki tworzy fenomenalny obraz – miejsce spotkania wód dwóch potężnych rzek. Wody o różnym zabarwieniu, gęstości i temperaturze stykają się ze sobą, mieszając równocześnie i tworząc widoczną dla ludzkiego oka wodną granicę. Dookoła mnie łodzie wypełnione najróżniejszymi owocami i rybami, których nazw nie jestem w stanie wymienić, lokalne „statki” przewożące ludzi, towary, zwierzęta – w końcu rzeka i jej liczne odgałęzienia, zastępuje tu drogę. Po kilku godzinach od Manaus docieram do celu podróży.

 

Widzę wodę i dżunglę. Dżunglę i wodę

Razem z niezmienną ekipą, bierzemy łódkę i płyniemy wraz z lokalnym mieszkańcem zobaczyć nasz pierwszy zachód słońca nad Amazonką. Jasne do tej pory niebo po dziesięciu minutach robi się czarne jak smoła. Oprócz pierwszego zachodu słońca w tej części świata, zaliczam przy okazji pierwszą amazońską burzę. Płaszcz deszczowy, reklamowany jako ten najlepszy, niezastąpiony w starciu z amazońskim deszczem przegrywa z kretesem. To samo tyczy się nieprzemakalnego worka, jednego z niezbędnych elementów wyposażenia mojego plecaka. Wszędzie się sprawdzał. Tu nie dał rady – aparat fotograficzny, który był w nim schowany – utonął. Deszcz jest bardzo mocny. Krople ciężkie, wielkie, spadają z nieba, łącząc się w gigantyczne strumienie. Drewniana łódka w szybkim tempie nabiera wody, którą wylewamy plastikowymi kubkami. Z ręką na sercu – w życiu nigdy wcześniej nie widziałam takiej burzy! Oczarowała mnie swoją siłą i potęgą. W końcu, przemoczeni docieramy do najbliższej przystani. Powietrze po burzy jest zimne. Cieplejsza jest woda Amazonki, w której postanawiamy popływać i wbrew powszechnemu wyobrażeniu nikt nie zostaje pożarty przez aligatora ludojada. W wodach Amazonki ludzie się kąpią, myją naczynia, pływają i piorą. Wody tej potężnej rzeki dają im jednocześnie pracę, wypoczynek i jedzenie. Mieszkańcy tych terenów dzielą wody rzeki na współ z piraniami, kajmanami, licznym ptactwem czy delfinami.

 

Ludzie Amazonii

są spokojni, żyją rytmem dnia i nocy, są dosłowną częścią natury. Nie przeszkadzają jej, umieją czytać jej znaki – na niebie, wodzie, w samej dżungli. Szanują zwierzęta, drzewa i wszystko to co stworzyła natura. Tym zdobyli mój ogromny szacunek. Niecodziennym przeżyciem staje się dla mnie możliwość spędzenia nocy w samym sercu Amazońskiej dżungli, w moskitierze, pod gołym niebem, przy ognisku, z kilkoma osobami, które przyjechały z różnych zakątków świata, aby spełnić swoje podróżnicze marzenie. Odgłosy dżungli w środku nocy, śniadanie przyrządzone przy ognisku ze złowionych wcześniej ryb, ogrom i piękno tego miejsca – to najlepszy prezent za wszystkie trudy podróży. Godzinne wędrówki po dżungli, możliwość podziwiania potężnego lasu deszczowego, gatunków lian, ptaków i zwierząt, które nie występują nigdzie indziej w naturze, to coś tak pięknego w swej prostocie, że żadnymi słowami nie jestem w stanie tego opisać. Amazonia to rezerwat jednej piątej całej słodkiej wody na ziemi, świat zanikającej kultury rdzennych Indian, którzy zmuszani do sprzedaży własnej ziemi, przeznaczonej następnie pod wycinkę ogromnych połaci lasów deszczowych, tracą swą tożsamość i kulturę. Podróż do tej części świata to przede wszystkim spotkanie z naturą i jej rdzennymi mieszkańcami. Nie znajdziecie tu tłumu turystów, znakomitych budowli, sławnych zabytków czy wysokiej klasy hoteli. Znajdziecie tu ciszę i spokój. Szczęściem jest móc tu być. Być i widzieć prawdziwą Amazonię.

Tekst i foto: Zupa

 

Powrót na górę