Fot. Archiwum Rafał Wilk Fot. Archiwum Rafał Wilk

ZŁOTY RAFAŁ WILK

KAŻDY MA JAKIŚ AUTORYTET. OSOBĘ, Z KTÓREJ MOŻNA BRAĆ PRZYKŁAD. NAŚLADOWAĆ. WŁAŚNIE TAKIM CZŁOWIEKIEM JEST RAFAŁ WILK. ZŁOTY MEDALISTA OLIMPIJSKI, KTÓRY JAK NIKT POTRAFI OPOWIADAĆ O WOLNOŚCI, PASJI I DĄŻENIU DO CELU. I TO WSZYSTKO Z OGROMNYM ENTUZJAZMEM, TEMPERAMENTEM I MIŁOŚCIĄ DO ŻYCIA.

 

Igrzyska Olimpijskie to najważniejsza impreza sportowa. Jakie były Twoje cele? Czy jechałeś na zawody z konkretnymi planami?

Za cel zawsze stawiam sobie wygraną. Tak też było w tym przypadku. Moim celem były dwa złote medale. W Rio nie mieliśmy takiej okazji jak w Londynie, gdzie trzy miesiące przed igrzyskami jeździliśmy po konkretnej trasie do bólu i dobrze ją poznaliśmy. W Rio nie było oficjalnego treningu. Na mapie wszystko wyglądało fajnie, miało być płasko, ale pojawiać się miały również podjazdy. Na miejscu okazało się jednak, że mamy jeździć wzdłuż plaży, że nie ma podjazdów. Już wtedy wiedziałem, że będzie ciężej, niż myślałem.

Dedykujesz komuś swoje sukcesy?

Zawsze jeżdżę z konkretnym celem. Medal w Londynie dedykowałem swojemu tacie. Ten złoty z Rio z całego serca dedykuję mojej ukochanej mamie, drugi medal to była nagroda dla moich ukochanych dzieci.

Jak wyglądają przygotowania do igrzysk?

Jest to cykl czteroletnich przygotowań. Już po igrzyskach w Londynie mieliśmy plan z trenerem, aby w odpowiedni sposób przygotować się do kolejnych zawodów. Intensywne treningi trwały 2 lata. To też był czas dla mnie, aby zawalczyć w kwalifikacjach olimpijskich.

Czy treningi, które odbywałeś przed igrzyskami różniły się od tych, które masz każdego dnia?

Cały czas mam periodyzację treningów. Są one zmienne, aby organizm się rozwijał, aby forma szła w górę. Żeby doskonale przygotować się do sezonu, zaczynam nasze treningi na początku grudnia każdego roku, do kwietnia trenujemy bardzo intensywnie. Czerwiec  i lipiec jest to czas mniej intensywnych ćwiczeń. Najważniejszy okres w tym roku, kiedy organizm miał największe obciążenie przed igrzyskami, był w sierpniu. Byliśmy na zgrupowaniu w Szwajcarii, w Saint Moritz, gdzie nasze treningi rzeczywiście nabrały ogromnego tempa. Szczyt formy miałem w odpowiednim momencie. Wtedy, kiedy na to najbardziej liczyłem.

A jak wygląda Twoja dieta? Czy przed igrzyskami miałeś ustalony specjalny plan żywieniowy?

Dieta układana jest pod treningi. Przy treningach mocniejszych interwałowo, gdzie jest większe obciążenie dla organizmu, wiadomo, że muszę spożywać inne produkty niż przy treningach lżejszych. Dietetyk ma wgląd do tego, co w danym momencie trenuję. Cała suplementacja, produkty, napoje są układane pod moje treningi. Jest to ścisła dieta. Na pewno nie w stu procentach, ale w siedziemdziesięciu tak.

...czyli Rafała Wilka nie spotkamy w restauracji, gdzie zajada się „normalnym” jedzeniem?

Oczywiście są momenty, że zjadam potrawy, które jedzą wszyscy dookoła. Jest również tak, że idę do swojej ulubionej restauracji, gdzie znajomy kucharz gotuje dla mnie to, co powinienem zjeść w danym dniu.

Czy sprzęt przed igrzyskami się zmienia? Są jakieś konkretne parametry, których musicie się trzymać?

Ze sprzętem jest różnie, ale większość jest podobna. Oczywiście to zawodnik wybiera daną firmę, która przygotowuje dla niego konkretny model. Takie rzeczy, jak wybrane parametry, muszą się zgadzać i są sprawdzane.

W mediach pojawiały się informacje, że organizacja igrzysk, wioska olimpijska nie były dobrze przygotowane...

Zawsze można się do czegoś przyczepić. W wiosce wiele rzeczy rzeczywiście nie było zrobionych do końca. Ale my nie pojechaliśmy tam na wakacje, tylko na zawody.

Czy w niedalekiej przyszłości masz plany sportowe? W tym roku planujesz jeszcze start w zawodach?

W tym roku biorę jeszcze udział w zawodach, które organizowane są w Bejrucie. W październiku startuję również w Poznaniu. Generalnie ten miesiąc spędzę również na Majorce, gdzie również będę się intensywnie spełniać sportowo.

Jak wyglądał Twój powrót do Rzeszowa? Czy władze przywitały Cię jakoś szczególnie?

Z tego powodu jest mi akurat bardzo przykro, ponieważ nikt z władz do mnie nawet nie zadzwonił. Nie jestem człowiekiem, który oczekuje braw i czerwonych dywanów. Niczego od nikogo też nie wymagam. Jest mi po prostu przykro. Jako sportowiec, który reprezentuje miasto, nie otrzymuję nawet stypendium.

...a jaki masz sposób na stres? Czy jest coś, co Cię uspokaja, relaksuje?

Obieram sobie jakiś cel i nie mam czasu ani siły, ani ochoty, żeby wątpić i się stresować. Życie jest po to, żeby walczyć i zdobywać!

Co sprawia Ci największą radość w trenowaniu i zawodach?

Ten moment, kiedy przesiadam się z wózka na rower... Nie patrzę na wózek. Zostawiam go w domu. Oddaję się w pełni mojej pasji, zapominam o swojej niepełnosprawności. Czuję wolność. Będąc na rowerze czuję, że nic się nie zmieniło. Mogę pojechać tam, gdzie chcę. Jadąc parę dni na rowerze koło piekarni, poczułem zapach świeżo pieczonego chleba... To było piękne uczucie. To był zapach wolności.

MAŁGORZATA LEŚNIAREK

 

Powrót na górę