Fot.  Archiwum IwonaNieroda Fot. Archiwum IwonaNieroda

NIE MA DRUGIEJ TAKIEJ, JAK IWONA NIERODA

ROZMOWA Z SZEŚCIOKROTNĄ MISTRZYNIĄ ŚWIATA WAKO, KTÓRA POCHODZI Z PODKARPACIA. KICKBOXING TRENUJE JUŻ OD 14 LAT, A JEJ KARIERA TO PASMO SUKCESÓW OKUPIONYCH, JAK SAMA MÓWI – CIĘŻKĄ PRACĄ.

Heading 1Ostatnio mieliśmy okazję gościć Cię na łamach Day&Night w 2015 roku. Aż się prosi, by zapytać, co zmieniło się u Ciebie od tamtej pory? Twoja kariera nabrała jeszcze większego tempa…

Jeśli chodzi o karierę zawodową, walk jest nieco więcej. Amatorsko czuję się spełnionym sportowcem, jednak miniony, 2017 rok, wiele u mnie zmienił. Musiałam uporać się z kilkoma poważnymi kontuzjami. W kwietniu  podczas półfinału mistrzostw Polski seniorów doznałam złamania kości stopy lewej i praktycznie nie walczyłam do września. W listopadzie podczas mistrzostw świata obroniłam tytuł wywalczony w 2015 roku w Serbii, jednak przypłaciłam to kontuzją kciuka i operacją, która wykluczyła mnie na ponad cztery miesiące ze startów. Po zabiegu miałam więcej czasu dla siebie samej. Wtedy też nastąpił swego rodzaju okres przewartościowania, zmiana priorytetów i spojrzenia na wszystko z dystansem. W tym momencie nieco inaczej patrzę na swoją karierę, jednak czuję, że mój dobry czas jeszcze się nie skończył. W polskim, zawodowym kickboxingu szykuje się małe zamieszanie, ale o tym jeszcze nie teraz.

Na swoim koncie masz wiele tytułów. Ile mistrzostw świata masz zamiar jeszcze zdobyć?

Tak naprawdę nie wiem. Być może tylko jedno (śmiech). Czas pokaże. Bardzo chciałabym złapać drugi oddech i nową dawkę motywacji, walcząc na zawodowych ringach na całym świecie. Kickboxing trenuję już od ponad 14 lat i coraz częściej zaczynam także myśleć o życiu prywatnym. Chciałabym zająć się szkoleniem dzieci i młodzieży, ale z kariery tak szybko jeszcze nie zrezygnuję.

Spotykamy się akurat dzisiaj, w Dzień Kobiet. Na czym wg Ciebie polega siła kobiet?

Uważam, że siła kobiet drzemie przede wszystkim w ich silnej psychice. Fizycznie jesteśmy jednostkami słabszymi od mężczyzn, bardziej delikatnymi, podchodzącymi emocjonalnie do wielu spraw. Potrafimy jednak przeobrazić się z takiej pozornie słabej i delikatnej, bardzo sensualnej kobiety w waleczną lwicę, zołzę czy wojownika walczącego do ostatniego tchu o to, co dla nas naprawdę jest bardzo ważne. Jesteśmy silne, potrafimy takie być i udowadniamy to każdego dnia. Na swoje barki bierzemy wiele obowiązków i sporo potrafimy znieść. Jestem tego żywym przykładem. Gdy naprawdę czegoś chcę, jestem w stanie to osiągnąć ciężką pracą, ambicją i codziennie robionymi małymi kroczkami, które zawsze skierowane są w przód.

Tobie, jako sześciokrotnej Mistrzyni Świata w Kickboxingu, nie jest obce pokazywanie swojej siły fizycznej na co dzień?

Na co dzień jestem zwykłą dziewczyną. Noszę jeansy lub dres. Na treningach nieco się przeobrażam. Niejednokrotnie staram się pokazać swoją siłę i moc, próbuję dorównać mężczyznom albo być po prostu od nich lepsza, mimo iż jestem przedstawicielką tej „słabszej” płci. Ludzie, którzy dopiero co mnie poznali, nie mogą uwierzyć, że jestem kickboxerką i że tyle już osiągnęłam, głównie ze względu na drobną posturę i uśmiech, jaki często mi towarzyszy.

Zdarza Ci się nosić szpilki?

Oczywiście, że tak (śmiech). Co prawda zakładam je na raczej wyjątkowe okazje, jak np. randka z moim narzeczonym lub inne oficjalne wyjście. Jestem kobietą i uwielbiam się przeobrażać, choć styl casual połączony ze sportowym obuwiem bardzo mi odpowiada.

W jakich odmianach kickboxingu czujesz się najlepiej?

Amatorsko startuję w odmianie low kick, jest to prawie że najcięższa formuła kickboxingu. Zawodowo walczę właściwie tylko w K-1, które jest najbardziej widowiskowe. Zarówno w jednym, jak i drugim stylu czuję się bardzo dobrze.
 

A czy nie myślałaś o zmianie kickboxingu na boks?

Szczerze mówiąc nie, choć propozycji było sporo. Pierwszą dostałam już w 2008 roku po zdobyciu tytułu Mistrzyni Świata Juniorów. Zawsze jednak byłam jakoś tak bardzo wierna kickboxingowi, mojemu klubowi UKS Diament Pstrągowa i mojemu trenerowi Jerzemu Pilarzowi. Nie do końca też chciałam takiej zmiany, bo dobrze czułam się z tym, co robię. Marek Piotrowski, wielka legenda polskiego kickboxingu, zawsze podkreślał, że dla niego kickboxing jest najważniejszy i nieważne czy startuje w boksie czy karate, jego serce zawsze będzie przy sporcie, jaki uprawiam od wielu lat także ja. Właśnie tę myśl zawsze miałam gdzieś tam z tyłu głowy, nawet wiedząc o tym, że w kickboxingu gratyfikacje sportowe nie są tak wysokie, jak w boksie. W pewnym momencie kilku trenerów namawiało mnie także do przejścia na MMA, argumentując to tym, że są tam większe pieniądze oraz większe możliwości. Dla mnie to jednak kickboxing jest sportem najpiękniejszym i nie zamierzam zmieniać go na inny, nawet bardziej opłacalny finansowo.

Obecnie, zarówno na Podkarpaciu, jak również w całej Polsce, nie ma drugiej tak utytułowanej zawodniczki kickboxingu, walczącej w najtwardszych formułach ringowych low-kick i K-1 Rules. Jak to wszystko się zaczęło?

Fakt, nie ma drugiej takiej zawodniczki, jak Iwona Nieroda (śmiech). Jestem sześciokrotną Mistrzynią Świata WAKO. Dwukrotnie zdobyłam ten tytuł zawodowo, czterokrotnie amatorsko. WAKO (Word Association of Kickboxing Organizations) jest największą federacją na świecie, która teraz walczy o „wejście” na Igrzyska Olimpijskie, działa amatorsko, ale robi także walki o mistrzostwo zawodowe na podstawie rankingów amatorskich. W Polsce nie ma drugiej takiej kobiety, która wywalczyła ten tytuł i obroniła go. W swoim życiu miałam to szczęście, że trafiłam na dobrych ludzi, dodatkowo zawsze byłam ambitna i miałam smykałkę do sportu. Już w podstawówce trafiłam na najlepszego człowieka, którego kiedykolwiek było dane mi poznać, mojego nauczyciela od wychowania fizycznego, a teraz trenera, Jerzego Pilarza. Poznaliśmy się, gdy miałam około 8 lat. Trener Pilarz zabrał mnie wtedy na pierwsze zawody sportowe w biegach przełajowych. Już wtedy zauważył we mnie potencjał. Trenowałam przez lata, zdobywając umiejętności i coraz większe sukcesy. W pewnym momencie stanęłam przed wyborem wyjazdu do innego miasta na studia lub pozostaniem na miejscu, w klubie, który kocham i który daje mi możliwości, mimo tego że znajduje się w małej miejscowości Pstrągowa, gdzie mieszka zaledwie 3000 mieszkańców. Wyjazd do większego miasta był kuszący, ale sentyment i przywiązanie wzięły górę. Nie żałuję, bo decyzja na przestrzeni lat okazała się słuszna.

Ta mała miejscowość musi teraz pękać z dumy…

Na pewno trener pęka z dumy. Jestem w jakimś stopniu rozpoznawalna, ale to jednak mała miejscowość, gdzie początki naszego klubu nie były łatwe. Dawniej sport, który trenuję ja i moi koledzy oraz koleżanki wzbudzał spore kontrowersje. Dopiero na przestrzeni lat i pod wpływem naszych sukcesów, ludzie zaczęli to rozumieć i doceniać.

Jest coś, co w szczególny sposób motywuje Cię do treningów?

Trzeba rozróżnić dwa rodzaje motywacji: wewnętrzną i zewnętrzną. Zewnętrzna to, jak wiadomo, dobra materialne płynące ze sportu, natomiast mną osobiście kieruje chyba przede wszystkim motywacja płynąca z wewnątrz. Całe dzieciństwo oglądałam ciężką pracę moich rodziców, pochodzę z dużej rodziny i nie raz nie było nam łatwo. Już wtedy wiedziałam, że chcę coś w życiu osiągnąć, wziąć z życia więcej, wybić się ponad przeciętność, ale też pomóc moim rodzicom. Kickboxing wiele mi dał. Przede wszystkim piękne wspomnienia, wielkie przyjaźnie, masę emocji i sukcesów. Poznałam dzięki niemu prawdziwe życie, z nim dorastałam i z nim się chcę zestarzeć. Dzięki niemu miałam szansę odwiedzić sporo miejsc w Europie i poza jej granicami, ukształtować swój charakter i „wzmocnić duszę”. Takich wartości, wspomnień jest tak wiele, że można by o tym książkę napisać. To, co otrzymałam przez sport, jest naprawdę niesamowite.

Jak wyglądają Twoje zawodowe plany na 2018 rok?

W tym momencie jestem w trakcie rehabilitacji kciuka po operacji. Pierwszy start mam zaplanowany na końcówkę kwietnia tego roku. Będą to mistrzostwa Polski. W maju, o ile wszystko pójdzie tak, jak sobie tego życzę, prawdopodobnie zawalczę zawodowo. Później Węgry i Puchar Świata, a przed wakacjami czekają mnie kolejne decyzje odnośnie walk zawodowych, których planuję około 3-4 w tym roku. W październiku na Słowacji będę walczyć o kolejny tytuł mistrzyni Europy, a końcówka roku jest jeszcze otwarta, jeśli chodzi o plany startowe.

Rozmawiała MARIOLA SZOPIŃSKA

 

Powrót na górę

GOŚĆ WYDANIA