Fot. Shoot it Fot. Shoot it

DELFINA I BARTEK: NASZE 5 MINUT PRZEKULIŚMY W 6 LAT

PARTNERZY W ŻYCIU I NA SCENIE, ZWYCIĘZCY 5. EDYCJI PROGRAMU „MAM TALENT”, TRENERZY AKROBATYKI, CZYNNI BYWALCY SCENY, RZESZOWIANIE. DELFINA I BARTEK W ROZMOWIE Z DAY&NIGHT ZDRADZAJĄ KULISY PROGRAMU, SWOICH WYSTĘPÓW, PLANÓW NA NADCHODZĄCY ROK I NIE TYLKO.

Od Waszego zwycięstwa w programie „Mam Talent” minęło już 6 lat. Od tego czasu sporo się u Was zmieniło, zostaliście małżeństwem. Jak rozwinęliście swoją karierę od tamtego czasu?

Tak naprawdę zmieniło się wszystko, ale w pozytywnym sensie. Przede wszystkim uwierzyliśmy w siebie i w to, co robimy, przekonaliśmy się o tym, że nasze występy nie tylko nam sprawiają radość, ale są doceniane i podziwiane przez publiczność. Udział w programie „Mam Talent” to naprawdę świetne przeżycie. Bezpośrednio po nim postawiliśmy na rozwój siebie i naszego baletu, stąd też naszych występów jest coraz więcej.

Czyli można powiedzieć, że Wasze przysłowiowe 5 minut trwa już 6 lat?

Dokładnie. Nasze „5 minut” przekuliśmy w 6 lat. Jesteśmy z tego mega dumni. Zwłaszcza że tuż po zwycięstwie sporo osób mówiło nam, żebyśmy korzystali z sukcesu, bo ten czas szybko się skończy. A my cieszymy się, że z roku na rok jest coraz lepiej, a ludzie po występach ciągle do nas podchodzą, mówią, że na nas głosowali i że pamiętają nasze pokazy z telewizji. Dlatego do dziś zdarza się, że występujemy z wykonami z „Mam Talent”. Poza tym zmieniło się też nasze doświadczenie sceniczne.

W aktualnej edycji programu również mamy reprezentantkę z Rzeszowa. Kibicowaliście Ani Węklar? Jakich rad udzielilibyście finalistom programu? Jak oczarować jury?

Trzeba być sobą, bo to też taki program, że nie można udawać – widownia i jurorzy szybko to wychwycą. Trzeba być szczerym, uśmiechniętym i zrobić swoje jak najlepiej (śmiech). Nie warto też na nic się nastawiać, bo byli tacy, którzy mieli ogromne oczekiwania i bardzo się zawiedli. To jest program na żywo, a ludzie nie lubią być oszukiwani. Ważne są szczere emocje i prawdziwa osobowość.

Co w takim programie jest najtrudniejsze? Na występ w końcu składa się nie tylko wykon, ale też pełne poddanie się ocenie, zarówno ze strony jury, jak też publiczności…

Tak, właśnie to poddanie się ocenie jest bardzo trudne. Nigdy nie wiadomo, jak zostaniemy odebrani, mimo największych nawet starań. I jest to element, na który nie mamy wpływu. Tak naprawdę, każdy człowiek boi się ocenienia, a tutaj mówimy jeszcze o transmisji na całą Polskę… Stres jest nieunikniony, ale jeśli ma się coś do zaoferowania, to warto.

d2

Fot. Tomasz Gas

W momencie, kiedy jesteście duetem nie tylko w życiu prywatnym, ale i zawodowym, chyba trudno rozdzielić te dwa światy w życiu codziennym. Macie na to jakieś patenty?

To prawda, jest to trudne, ale na szczęście od samego początku wychodzi nam to sprawnie. To, co dzieje się na sali, staramy się tam zostawić, natomiast domowych spraw staramy się nie zabierać ze sobą na salę. Nie zawsze nam to w 100% wychodzi, ale da się (śmiech). Na szczęście tak dobrze się dobraliśmy, że naprawdę bardzo rzadko się kłócimy o cokolwiek.
 

Nie zdarza Wam się chcieć od siebie odpocząć?

Raczej nie, aczkolwiek wszyscy jesteśmy ludźmi i wiadomo, że czasami trzeba złapać oddech. Razem jeździmy, razem ćwiczymy, razem mieszkamy, razem robimy tak naprawdę wszystko. Nie funkcjonujemy osobno. Chyba że Delfina siedzi w innym pokoju. Na przykład (śmiech). Wtedy z godzinkę od siebie odpoczniemy (śmiech). A tak naprawdę, nie nudzimy się sobą. Jesteśmy dobrze dobrani i zawsze mamy coś do obgadania. Nasze charaktery są kompatybilne.

A co jest dla Was najtrudniejsze podczas występów?

Tak naprawdę, panujące warunki. Może być bardzo zimno, lub odwrotnie, za gorąco, czasami jest ślisko, nierówno, brudno, zdarzało się, że na podłodze było szkło. Ze szkłem akurat mieliśmy nieprzyjemną sytuację, kiedy Delfina musiała wytrzymać dwa występy ze szkłem w palcu. Bywa różnie, wiadomo, że był to przypadek, a takie mniej szczęśliwe też się zdarzają. Zawsze pytamy o warunki, bo właśnie pod tym kątem przygotowujemy swoje występy. Ale nie wszystko da się przewidzieć i niektórych sytuacji nie da się uniknąć. Zawsze mamy ze sobą dodatkowe stroje. Ostatnio nawet usłyszeliśmy, że dobrze, że jesteśmy niscy, to zmieścimy nasz występ na niskiej sali (śmiech). Najbardziej jednak męczące są kilometry. Czasami musimy ich pokonać naprawdę setki. Trwa to np. 7 godzin, a sam występ – 7 minut, po czym trzeba wracać przez kolejne 7 godzin. To jest mega ciężkie i daje popalić.

Podczas występów narażacie się również na krytykę. Zdarzały Wam się przypadki negatywnych ocen?

Na szczęście nie, chociaż wiemy, że panuje teraz stereotyp hejtu i ludzie czasami nie liczą się z uczuciami drugiej osoby. Nas to na szczęście nie dotyka.

Jakich rad udzielilibyście początkującym lub aspirującym akrobatom?

Przede wszystkim trzeba mieć chęci. Ja bardzo późno zaczęłam się realizować w akrobatyce, bo wcześniej byłam tancerką. Nigdy bym nie pomyślała, że kiedyś będę w akrobatycznym duo, nagle zacznę łączyć taniec z akrobatyką i występować dodatkowo na takich dużych scenach i eventach. Jednak moja zaciętość doprowadziła mnie tu, gdzie jestem teraz. Nie ma bariery wiekowej, chociaż, jak wiadomo, liczą się też predyspozycje organizmu. Jeśli ktoś jest zbudowany do koszykówki, nie będzie się realizował jako akrobata, to są czynniki, na które nie mamy wpływu. Mamy jednak do czynienia również z przypadkami, na przykład podczas zajęć, że są dzieciaki super zbudowane do akrobatyki, mają predyspozycje, ale nie mają chęci. Są też dzieci mniej skoordynowane, może nawet cięższe, a osiągają większe progresy właśnie za sprawą chęci. Trzeba też pamiętać, że w akrobatyce nic nie przychodzi od razu. Trzeba poświęcić jej czas i wiele ćwiczyć.

Planujecie poszerzenie swojej działalności, np. o własną szkołę?

Mamy dużo pomysłów. Na chwilę obecną możemy zdradzić, że na przełomie roku mamy do zrealizowania projekt, w ramach którego chcemy jeździć po szkołach i organizować spotkania motywacyjne dla dzieci. Do tej pory zrobiliśmy takie dwa, zupełnie spontanicznie i okazało się, że musimy robić to dalej i to koniecznie, bo takie jest zapotrzebowanie. Trzeba pomóc dzieciom pokonać niepewność i zachęcić je do sportu. Czasami brakuje im wzorców w domu, gdzie rodzice spędzają czas przed telewizorem. Natomiast zauważyliśmy, że dzieci bardzo chętnie się angażują, jeśli się je odpowiednio zainteresuje. Żyjemy z tego, że spełniliśmy swoje marzenie i chcemy pokazać innym, że tak można. Myślę, że za kilka lat otworzymy szkołę akrobatyczno-artystyczną.

Jakie są Wasze zawodowe cele na 2019 rok?

Przede wszystkim jak najwięcej występów. Jeździmy po szkołach, przedszkolach, spełniamy się w swojej pasji i pracy jednocześnie. Tak naprawdę, brakuje nam czasu na realizację wszystkich pomysłów. Cieszymy się, że w osiąganiu naszych celów pomagają nam: SpokoBox – czyli pyszny catering dietetyczny, Cuna, która dba o nasze stroje, Salon Manimi, dbający o paznokcie Delfiny i Kosmetologia Profesjonalna, która dba o to, byśmy „z twarzą” wyszli na scenę (śmiech). Jesteśmy bardzo wdzięczni i zmotywowani do dalszego rozwoju.

Rozmawiała MARIOLA SZOPIŃSKA-SĄDEK

Powrót na górę