BARCELONA JAKO JEDYNA PEWNA AWANSU - CO WIEMY PO CZWARTEJ KOLEJCE FAZY GRUPOWEJ LIGI MISTRZÓW?

Nieudane dla Polaków mistrzostwa świata zadecydowały o podpisaniu kontraktu z nowym selekcjonerem. Jerzy Brzęczek jest wyborem nieoczywistym, ale z drugiej strony – to samo mówiono, gdy reprezentację przejmował Adam Nawałka i summa summarum okazało się to strzałem w dziesiątkę.

Czwarta seria gier zebrała swoje żniwa. Borussia, Barcelona i Juventus podchodziły do niej jako jedyne zespoły, które miały na koncie komplet zwycięstw. Tymczasem Atletico wzięło srogi rewanż na Niemcach, pokonując ich pewnie 2:0 i doprowadzając do pierwszej porażki podopiecznych Tuchela we wszystkich rrozgrywkach. Mistrz Hiszpanii stracił prowadzenie z Interem w ostatnich minutach meczu, a Juventus poszedł nawet o krok dalej, bowiem pozwolił Manchesterowi United nie tylko odrobić straty, ale też wywieźć z Turynu zwycięstwo. Pomimo przerwanych serii, Barcelona jako jedyny zespół w całej stawce jest już pewny awansu do 1/8 finału, a Borussia i Juventus są tego bardzo bliskie – obu ekipom wystarczy remis w spotkaniach u siebie w ramach piątej kolejki, odpowiednio z Club Brugge i Valencią. W podobnej sytuacji znajdują się drużyny Manchesteru City i Bayernu Monachium. We wspomnianej, nadchodzącej serii spotkań miejsce będzie miało kilka kluczowych w kwestii awansu meczów: Tottenham podejmie u siebie Inter w desperackiej próbie wywalczenia awansu z drugiego miejsca, a Real pojedzie do Rzymu na walkę o prymat w grupie G. Osobną kwestią jest sytuacja, z jaką zmierzyć się muszą zawodnicy Liverpoolu, Napoli, PSG i Crveny Zvezdy, bowiem w grupie C pomiędzy pierwszą a ostatnią drużyną są zaledwie dwa oczka różnicy i każde ze spotkań będzie małym finałem dla każdej z ekip – aktualnie poza Ligą Mistrzów znajdują się paryżanie, dla których triumf w Lidze Mistrzów od kilku lat jest priorytetem. Bez szans na awans pozostają dwa kluby zatrudniające reprezentantów Polski, bowiem zarówno Monaco, jak i Lokomotiw dostały srogie lekcje futbolu w czwartej kolejce i matematycznie mogą powalczyć jedynie o trzecie miejsce, gwarantujące grę na wiosnę w mniej prestiżowej Lidze Europy. Z polskich akcentów warto wspomnieć, że dzięki spotkaniu z Atletico Łukasz Piszczek wyrównał rekord występów w Lidze Mistrzów dla klubu z Dortmundu, który od teraz dzieli ze Stefanem Reuterem (44 mecze), a dwa gole zdobyte przez Roberta Lewandowskiego w starciu z AEK Ateny sprawiły, że wysforował się na siódme miejsce w rankingu strzelców Ligi Mistrzów – przed kapitanem biało-czerwonych znajdują się już jedynie takie tuzy jak: Henry (50 bramek), van Nistelrooy (56), Benzema (59), Raul (71), Messi (105) i Cristiano Ronaldo (121).

Rzecz jasna, Liga Mistrzów wraz z wielkimi emocjami gwarantuje też stały dopływ kontrowersji i w ostatniej serii gier również ich nie zabrakło. Najwięcej mówiono o prowokacji ze strony Mourinho, który po wywalczonym w ostatnich minutach zwycięstwie swojej drużyny przyłożył rękę do ucha i namawiał kibiców Juventusu, by nadal wykrzykiwali obelgi, jakich ofiarą był przez cały wieczór. Poza tym Sergio Ramos po raz kolejny pokazał się ze strony brutala, łamiąc nos zawodnikowi Viktorii Pilzno, Havelowi, za co jednak hiszpański defensor nie otrzymał choćby żółtej kartki. Najbardziej kuriozalna jednak wydaje się sytuacja związana z Raheemem Sterlingiem, który w dwudziestej siódmej minucie spotkania z Szachtarem wpadł w pole karne i usiłował podciąć piłkę nad bramkarzem, ale potknął się o kępkę trawy i upadł. Choć w odległości metra od Anglika nie znajdował się żaden z rywali, arbiter postanowił wskazać na jedenasty metr od bramki, a stały fragment gry na drugiego gola dla Manchesteru City zmienił Gabriel Jesus. Za ową sytuację Anglik został mocno zbesztany w światowej prasie, która stwierdziła, że zawodnik powinien sam zgłosić arbitrowi brak przewinienia. Pytanie brzmi: czy to zawodnicy są od pilnowania sędziów, czy odwrotnie?

PAWEŁ PACZOCHA

 

Powrót na górę