Fot. Archiwum Rafał Wilk Fot. Archiwum Rafał Wilk

Rafał Wilk na co dzień

O jego sukcesach sportowych mówi cała Polska, ostatnio do dwóch złotych medali olimpijskich dołożył 2 złota mistrzostw świata. Cały czas w podróży na kolejne zawody pucharu świata lub maratony, z których zawsze wraca z sukcesem. A jaki Rafał Wilk jest prywatnie? Czy ma czas wolny, a jeśli tak, to jak go spędza? Jak wygląda jego życie?

 

Dzień z życia Rafała Wilka

Dzień zaczyna się około godziny 8. Budzę się, jem śniadanie, przeważnie płatki owsiane. Około 10 rozpoczynam trening. Wyjeżdżam z domu na 2, 2 i pół godziny. W tym czasie pokonuję jakieś 60 kilometrów. Po treningu odpoczywam, jem obiad a po południu zajmuję się sprawami, które musze załatwić, spotykam się z moimi dziećmi, ze znajomymi, z moim przyjacielem Januszem. W pierwszym semestrze roku akademickiego dochodzą mi dwa dni zajęć na uczelni. Do domu wracam najpóźniej ok 21-22. Staram się zasypiać o rozsądnych porach, tak żeby na drugi dzień mieć siły na kolejny trening.

 

Dieta

Mam dietetyka, który rozpisuje mi całą dietę w oparciu o intensywność treningów, ale nie jest tak, że jem jakieś dziwne rzeczy. To normalne jedzenie w odpowiednich proporcjach. Kurczak, szynka, dużo warzyw. Nie jest tak, że muszę się zmuszać do jedzenia czegoś, co mi nie odpowiada. Jeżeli chodzi o wyjścia do restauracji, to bardzo lubię steki, do tego ryż, sałata, natomiast w moim menu nie ma np. pizzy.

 

Czas wolny

Jeżeli chodzi o wyjścia, to preferuję rynek, latem parasolki. Lubię przebywać między ludźmi. Często wpadam też na herbatę do Love Baru. Do kina zaglądam sporadycznie, telewizora nie włączyłem od kilku miesięcy. Za dużo tam złych informacji, a za mało tych pozytywnych. Kiedy mogę wychodzę na koncerty, np. Happysad, Luxtorpeda. Żałuję, że nie mogłem zobaczyć ostatniego koncertu Kory. Generalnie lubię słuchać rocka. Moje ulubione kapele to Dżem i KSU. Często czytam. Ostatnio wpadła mi w ręce książka Nicka Vujicica „Bez rąk, bez nóg, bez ograniczeń”, która pokazuje, że będąc niepełnosprawnym można sobie poradzić i nie trzeba być skazanym na czyjąś pomoc. Warto tę książkę przeczytać. Jest mocno motywująca.

 

Żużel

Od momentu, kiedy trzy lata temu skończyłem moją pracę w tym sporcie, coraz mniej się nim interesuję. Jak się patrzy na ostatnie wydarzenia w finale, można się utwierdzić w przekonaniu, że ta dyscyplina nie zmierza w dobrym kierunku. Oglądaliśmy ostatnio zdjęcia z młodości i stwierdziliśmy, że nasze zawody młodzieżowe cieszyły się nieraz większym zainteresowaniem niż teraz ekstraliga. Z czegoś to musi wynikać, że kibice odsuwają się od żużla.

 

Praca na uczelni

Od zeszłego roku wykładam na Uniwersytecie Rzeszowskim na wydziale Wychowania Fizycznego przedmioty: „Sport osób niepełnosprawnych i turystyka” i „Trening niepełnosprawnych”. Początki nie były łatwe, ale od pierwszych zajęć staram się przekazywać studentom żeby nie bali się osób niepełnosprawnych. Pokazuję im sprzęt, którego używam, daję przejechać się na wózku. Chodzi o to, żeby nie zabierali się do niepełnosprawnych jak pies do jeża i żeby potrafili im pomóc. Staram się też pokazywać różne dyscypliny sportowe, które uprawiają niepełnosprawni i uświadamiać, że uprawiających jest dziesiątki albo i setki tysięcy. Jeżeli chodzi o egzaminy i zaliczenia, to staram się być wyrozumiały, ale tylko do pewnego stopnia. Chcę, żeby studenci przykładali się do zajęć, żeby nie działali na zasadzie „kopiuj, wklej”, ale dawali coś od siebie.

 

Dzieci

Gabriela – 17 lat, Wiktoria – 14 lat, Hubert – 12 lat.

 

Narty

Staram się zabierać na nie dzieci. Starsza córka, Gabrysia, robi właśnie papiery instruktorskie. Mam nadzieję, że pójdzie w moje ślady, może otworzy szkołę. Cieszę się, że udało mi się zaszczepić w moich dzieciach sportową pasję. Córki uprawiają akrobatykę, ale w tym momencie raczej amatorsko, a syn zaczął grać w piłkę w Junaku Słocina. Jest fanem FC Barcelona. Teraz zabieram go przy okazji moich startów do Barcelony. Udało nam się dostać bilety na mecz, więc mam nadzieję, że spełni się jedno z jego marzeń.

 

Kobiety

Najważniejsze kobiety w moim życiu to obecnie córki i mama.

 

Najpiękniejsze miejsca, jakie zobaczyłeś przy okazji startów

Ostatni rok był szczególny w kwestii wyjazdów. Byłem na tygodniowym wyścigu na Alasce, gdzie mogłem poznać jej rożne rejony i np. spotkałem łosia, który wyszedł mi na drogę podczas treningu. Alaska jest piękna. Jechaliśmy około 500 km i praktycznie cały czas otaczał nas las. Ja lubię naturę, góry, las, lodowce, które podziwialiśmy z samolotu. Niezapomniane przeżycia. Na sierpniowych mistrzostwach świata w Kanadzie już po startach wybraliśmy się na wycieczkę, żeby zobaczyć wieloryby. To też utkwiło mi w pamięci.

 

Wakacje

Ostatnie wakacje, a zarazem pierwsze od momentu kiedy zacząłem jeździć na żużlu, miałem 3 lub 4 lata temu, kiedy wybrałem się z przyjacielem do Czarnogóry. Było fajnie, ale przez większość czasu nic nie robiłem i to mnie trochę przerażało. Pamiętam też, że jak miałem kilkanaście lat, jeździłem na kolonie. W ostatnim roku miałem tygodniowy rozbrat z rowerem. Jakoś to wytrzymałem i z radością wróciłem do treningów. W tym roku pewnie będzie podobnie. Nie mam czasu na typowe wakacje.

 

Największy zaszczyt, który wynikał ze sportowych sukcesów

Na pewno bardzo ucieszył mnie tytuł „Niepełnosprawnego Sportowca Roku” w plebiscycie Przeglądu Sportowego. Wielkim wyróżnieniem było też przyjęcie przez Prezydenta RP i uhonorowanie mnie

Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski za wybitne osiągnięcia sportowe i promowanie Polski na arenie międzynarodowej.

 

Zebrał: Bartłomiej Skubisz

Więcej w tej kategorii: « Kuźnia talentów Trening rowerzysty »
Powrót na górę